[44] Remington 700

Dzisiaj najnowsze dziecko – nr 44 w mojej kolekcji – Remington 700.

Przymierzałem się do tego projektu ładnych kilka lat, ale zawsze były inne priorytety – w końcu się udało!  Poniżej przedstawiam – jak to ustrojstwo po kolei powstawało – zapraszam do lektury.

Początkowo tak jak większość ludzi zainteresowanych tematem, postanowiłem zrobić sobie klona karabinu wyborowego USMC – M40 najlepiej w wersji A1. W tym miejscu “przegrałem walkę z portfelem” – tak jak wszyscy. Po jakimś czasie szukania części, liczenia pieniędzy inne wersje zaczęły wchodzić w rachubę. Najpierw – A5 a później A3. Po ponownym przekalkulowaniu wszystkiego wymagania znowu spadły i na tapetę trafiła wersja pierwotnego M40. Tutaj było by to w sumie w zasięgu – ale aż tak bardzo ta wersja mi nie przypadła do gustu. Potem było podejście do armijnego M24 SWS (Sniper Weapon System)– niestety się okazało, że finansowo zbliżony do M40. Na koniec tej żmudnej drogi była jeszcze próba zakupu REMINGTONA 700 POLICE. Wersja z „cywilnych” (w sensie niewojskowych ale bojowych wersji) chyba najfajniejsza – niestety też nie tania. Było jeszcze krótkie podejście do XM2010 (aktualnie już M2010), ale raz, że kaliber nie taki, dwa – znowu cena 🙁

W końcu wymyśliłem, że zakupię REMINGTON-a 700 SPS TACTICAL – w miarę to fajne i by się nadało – a cenowo wtedy to było nawet – bardzo fajne. Pomysł był taki żeby wstępnie był ten – a z czasem może się go przerobi – „a nóż widelec” wpadną taniej jakieś części od którejś wojskowej wersji. Zwlekałem jednak dość długo, bo były inne priorytety. W międzyczasie pomogłem koledze kupić i delikatnie podrasować taki model – i fajnie to wyszło. Dalej zwlekałem …  … aż w końcu ceny wzrosły prawie dwukrotnie :-/   Po drodze znajomy sprowadził sobie aż z Kanady (u nas było nie do kupienia) wersję Remington 700 SPS TACTICAL AAC-SD czyli SPS-a z gwintem do tłumika czy tam hamulca wylotowego. Niestety w tym przypadku cena znowu była zaporowa i znowu kupa 🙁

Na jakiś czas odpuściłem temat, kolejny kolega sobie kupił SPS-a – a u mnie nic. W końcu zwiększyłem priorytet, zawziąłem się i wyszukałem to czego mi potrzeba. Kilka dni – przeczytałem znowu cały Internet i znalazłem w końcu to, o co mi chodziło – REMINGTON 700 ADL TACTICAL. ADL to „bida” wersja SPS-a i to w dodatku z gwintem. Wyposażony jest w łoże ze stałym magazynkiem, bez możliwości otwarcia go w celu rozładowania. Posiada tez nieregulowany mechanizm spustowy. Dla mnie bomba !!! Właśnie czegoś takiego szukałem – po co wydawać grube pieniądze na elementy (zresztą też nie najlepsze – np. osada HOGUE w SPS), które i tak będę wymieniał. Dodatkowo karabin wyposażony jest od razu fabrycznie w szynę pod optykę co dalej zmniejsza nam koszty! Cena tego karabinu można powiedzieć, że jest aż śmieszna – na to co można z niego wycisnąć !! A ja potrzebowałem właśnie samej bazy !

W między czasie podjąłem też decyzję, że karabin ma być przede wszystkim – dobrze strzelającym i jeszcze lepiej  wyglądającym „strzeladłem” do mania, a nie klonem konkretnej wersji karabinu. Całość miała jednak być wariacją na temat, któregoś, lub kilku karabinów US ARMY lub USMC. Tak że komentarze typu, że ten czy inny element się nie zgadza z taką i taką wersją – proszę sobie oszczędzić – Tak ma być !

Pisałem kiedyś na FORUM na temat szczęścia w kolekcjonerstwie, że jak zazwyczaj zaczynam pracować nad jakimś tematem – nie wiadomo skąd nagle znajdują się potrzebne dane, bo ktoś np.  napisał akurat artykuł na ten temat. To samo jest z częściami czy gadżetami. Nie wiem czy inni tak mają – ja tak mam – co mnie niezmiernie cieszy 🙂  Nie inaczej było w tym przypadku. W momencie podjęcia decyzji o szukaniu karabinu, na popularnym i już nie za bardzo lubianym polskim serwisie aukcyjnym – pojawiła się osada do „REMIKA”. Tzn. pojawiła się chwilę wcześniej, nawet miałem ją kupić na zaś ale…  Fakt jest taki, ze na zdjęciach wyglądała ohydnie!  Była – biała i przypominała samoróbki łódek robionych z epoksydu i włókna szklanego rodem z PRL. No i pewnie dlatego ani ja ani nikt inny jej nie kupił. Nawet jeden z moich kolegów, którzy kupili wcześniej ode mnie Remingtona mi podsyłał link. Sprzedający wystawiał to na kolejnych aukcjach – za każdym razem taniej. W końcu cena osiągnęła 200 PLN. Będąc świeżo po zakupie karabinu, pod wpływem emocji – postanowiłem to coś „zanabyć” w myśl zasady – coś się może z tego zrobi. Napisałem wiadomość do sprzedającego, że dam 150 PLN wraz z przesyłką. Zmęczony kilkukrotnym wystawianiem – zgodził się i dokonaliśmy transakcji.

Po kilku dniach przyszła paczka. Otwieram pudełko i widzę stopkę. Oczy mi się zrobiły jak „pięć złotych” jak zobaczyłem ten napis – McMillan. Niemożliwe ! – pewnie ktoś do tego badziewia samą stopkę sobie dokręcił. Jednak nie – po rozpakowaniu „oczom mym ukazała się” osada McMillan A2. Kurde MACMILLAN za 150 PLN z przesyłką !!! Mało tego w komplecie z oryginalnym magazynkiem, śrubami, skórzanym pasem M1907 i jednym „bączkiem” UNCLE MIKE. Sam ten pas jest więcej wart niż 150 PLN !! Nie wspomnę już o tym, że używana osada McMillan A2 to około 500$ na aukcjach w USA. Takie interesy to ja lubię !!

Cała osada była chamsko pomalowana piaskowym (najjaśniejszym jaki jest czyli prawie białym) KRYLON-em. To dlatego na zdjęciach prezentowała się tak badziewnie. Po dokładnych oględzinach okazało się, że oryginalnym kolorem był FDE / COYOTE . W taki model, tyle że w wersji LA (LONG ACTION) były wyposażane karabiny dla US NAVY (czytaj NSW) – Mk 13 Mod 0. Dla niewtajemniczonych – to jeden z karabinów, którego używał np. Chris KYLE. Ładna replika tego karabinu jest też w filmie “American Sniper”.
No właśnie LA – a to jest SA (SHORT ACTION) – do kalibru 7,62 x 51 – zaraz do tego wrócimy.

Poszukałem i znalazłem jeszcze jeden wojskowy model, który był wyposażony w tą wersję osady – rzadki, eksperymentalny karabin XM-3 – jednak się okazało, że to delikatnie inny model osady. Dlaczego szukałem w wojskowych modelach ?  Bo z doświadczenia wiem, że jak coś się trafiło tak tanio – to pochodzenie na 90% musi być wojskowe. Jednak w tym przypadku wydaje się, że nic z tego. Od Mk13 – osada różni się regulowaną baką policzkową – w mojej baki brak – choć są dwa otwory do jej mocowania – też wrócimy jeszcze do tego !

SA / LA – No właśnie mój McMillan wyposażony był w kabłąk z klapką magazynka (od tej pory będę używał w skrócie – “kabłąk”) do kalibru 7,62 mm czyli SA – to jest pewne. Tak jak pewne jest to, ze to również oryginalny element McMillan-a w dokładnie tym samym kolorze co reszta, ale …  No właśnie jest pewne ale. Sam otwór na magazynek i mechanizm spustowy jest za duży – tak jak by był do LA. Jednak otwory pod kołki zgadzają się wymiarami z SA. Niezły miszmasz! Albo w oryginale była SA i ktoś ją próbował dostosować do LA ale zrezygnował – cholera wie. Albo była LA i ktoś przerobił pod SA – Wtedy musiałby jednak dokupić kabłąk w idealnym tym samym fabrycznym kolorze. Można gdybać ale chyba pozostanie to już zagadką.

Regulowana Baka – Jak już wspomniałem – u mnie na kolbie są dwa otwory do mocowania baki, niestety baki brak. W osadzie do Mk13 powinien być jeden otwór, zresztą powinno być też wycięcie od góry bo takie rozwiązanie firma stosuje do regulacji. Są modele gdzie baka jest mocowana na dwie śruby i regulowana tylko na zacisk – ale to jest model A3 i A5 i różni się to dość poważnie szczegółami żeby pasowała do mojej. Wniosek jest taki, że otwory pod bakę są dorabiane. Znowu ale…  dorobione są naprawdę profesjonalnie – albo fabrycznie albo same miejsca pod otwory były przygotowane fabrycznie. Kolejna zagadka.

Pierwsze złożenie karabinu i okazało się, że pasuje idealnie. Wyjątkiem jest tylko “kabłąk”, który był wklejony chamsko i krzywo w za dużym otworze. Od samego początku miałem w planach osadzać całość na tzw. „Szkło” (glass bedding) tak, że zero problemu. Potem się okazało, że nie do końca – będę o tym pisał przy okazji wykonanych prac.

Po tym pierwszym osadzeniu postanowiłem zrobić test – jak to w ogóle strzela. W oryginalnej osadzie nawet nie strzelałem. Na wstępie musiałem pożyczyć jeszcze celownik bo akurat nic odpowiadającego wolnego nie miałem. Tu z pomocą przyszedł mi kolega. Pożyczył mi chwilowo swoją wolną lunetę – starego LEUPOLDA model M8 – 12 x 40,  z prostym krzyżem „Duplex”. Do samego testu i na początek dopóki czegoś nie upoluje – wystarczy. Na pierwsze strzelanie zabrałem wszystkie rodzaje amunicji jakie akurat miałem w sejfie:

– Wojskowa brytyjska z demobilu  – z pociskiem o wadze 144 gr. (posiadająca ślady po taśmowaniu – wiec musiała być oryginalnie zataśmowana do km ). Jak do km czyli niskiej jakości.

– Wojskowa z demobilu RPA – z pociskiem o wadze 146 gr. ( paczkowana w kartonikach po 20 sztuk – wiec zwykła karabinowa – czyli jakość powiedzmy – normalna

– LAPUA SCENAR  z pociskiem o wadze 175 gr.

– LAPUA SCENAR z pociskiem o wadze 185 gr. Obydwa naboje to już dość wysoka jakość, no i niestety też cena

Zacząłem strzelać w takiej kolejności jak wymieniłem powyżej. Brytyjska – „ szału ni ma „, RPA – „szału ni ma”, a w dodatku – ciężko wchodzi do komory nabojowej. Rezultaty poprawiły się o niebo w przypadku obydwu SCENARA. Na 100m skupienie wyniosło poniżej 0,5 MOA. To jest to ! Strzeliłem kilka serii i efekt za każdym razem (oprócz momentu – gdzie ja coś spierdzieliłem ) był taki sam – bardzo zadowalający !

Po mimo tego że – efekt był jak trzeba – postanowiłem działać z osadzeniem karabinu jak zaplanowałem – tym bardziej że ten krzywy magazynek mi przeszkadzał !  To pierwsze strzelanie wykonałem ładując pojedynczo bo samo pudełko magazynka z ADL-a było za długie i nie dało się skręcić karabinu jak trzeba.

 

Prace, które wykonałem aby osiągnąć cel:

„SZKŁO”:

Pierwszą rzeczą za jaką się wziąłem było osadzenie karabinu jak najdokładniej się da czyli „Glass Bedding”. Do roboty użyłem zestawu „BEDROCK Glass Bedding Kit” – jak głosi opis na opakowaniu – najbardziej kompletny zestaw na rynku. Sam zestaw dostałem w prezencie od kolegi. Faktycznie w zestawie znajduje się wszystko co potrzeba do przeprowadzenia kompletnego procesu osadzania. Mylę, że w przypadku normalnego (bez przeszkód które wyszły u mnie) – taki zestaw wystarczy spokojnie na osadzenie czterech karabinów.

Sama metoda polega na usunięciu z osady materiału – tak aby można było położyć „szkło” czyli epoksyd. Potem w to wszystko wciska się karabin i po wyschnięciu mamy połączenie idealne. Obejrzałem sobie kilka filmów na YT – jak to się robi i bogatszy w nową wiedzę zabrałem się do roboty. Same czynności nie są naprawdę trudne – jednak żeby nie było tak pięknie – u mnie trochę się to pokomplikowało.  Normalnie robi się to na raz – u mnie były to aż trzy razy.
Pierwsze co, to wyszlifowałem dokładnie osadę w środku aby zrobić miejsce na epoksyd. Na wstępie chciałem zrobić “szkło” tylko w miejscu komory zamkowej od jej końca – aż do występu oporowego. Całe łoże pod lufą chciałem zostawić w oryginale pomimo tego, że przestrzeń pomiędzy łożem a lufą była zbyt duża. Gwoli wyjaśnienia – lufa mojego ADL jest sklasyfikowana jako Havy Barrel profile – czyli jest dość gruba. Jednak osada, co widać było już na pierwszy rzut oka była zrobiona pod jeszcze grubszy profil. Wojskowe karabiny wyborowe mają lufy naprawdę grube! A jak jeszcze w oryginale osadzony był karabin w kalibrze .300 Winchester Magnum (taki kaliber używają amerykanie) to jeszcze gorzej.

Po mimo tego chciałem zostawić jak jest – zawsze to chłodzenie lepsze 🙂
W związku z tym,  co pisałem wcześniej – trzeba było u mnie osadzić też ładnie sam kabłąk z klapką magazynka. Pierwsze co musiałem zrobić to dociąć magazynek mojego karabinu tak aby pasował na długość żeby dało się go idealnie skręcić. Nic skomplikowanego – trochę pracy “dremelem”, pilnikiem i papierem ściernym – potem tylko oksyda w płynie i gotowe.

Wyczyściłem dokładnie wszystkie te kleje na które był osadzony kabłąk wraz z klapką magazynka.  Na zdjęciach widać jaki tam był bajzel i o ile za duży był sam otwór w osadzie.

Osadziłem karabin i wkleiłem kabłąk na razie na sztukę na klej na gorąco ( wybór padł na ten sposób – bo łatwo to później usunąć ) chodziło mi o to żeby była możliwość skręcenia karabinu żeby go osadzić już „na szkło”.

Przed położeniem epoksydu zgodnie z instrukcją trzeba posmarować całą broń specjalnym olejem, który sprawia że karabin się nie przyklei  – jest to bardzo ważne bo jak się przyklei to koniec. Miejsca np. spód lufy obkleja się taśmą klejącą (dość grubą) żeby zachować lufę pływającą.

Wszystkie otwory w broni dodatkowo zakleja się specjalną plasteliną – żeby epoksyd nie dostał się do środka.

Dodatkowo zabezpieczyłem przewód lufy jednorazowymi korkami do uszu – idealna metoda.

Po tych zabiegach nałożyłem pierwsze „szkło”.

Sam epoksyd jest dwu składnikowy – czas schnięcia jest dobrany tak, że naprawdę nie trzeba się spieszyć. Jest sporo czasu żeby zrobić wszystko dokładnie jak trzeba. W zestawie znajdują się dwa barwniki – czarny i brązowy. Ja zdecydowałem się na czarny bo pierwsza warstwa koloru miała taka być. Brązowy w odpowiednim stężeniu doskonale nadaje się do osad drewnianych. Po 24 godzinach schnięcia wszystko jest gotowe. Po wyschnięciu zdemontowałem karabin i okazało się, że nie wyszło to idealnie – tzn. pod karabin dostały się jakieś pęcherzyki powietrza. Tak naprawdę na nic to nie wpływa bo powierzchnia styczności z karabinem jest spora – więc zostawiłem jak jest. Nadmiar epoksydu wyciśniętego przez karabin wyciera się maksymalnie jak się da zanim „szkło” wyschnie. Jednak zawsze po wyschnięciu i zdemontowaniu karabinu – pozostają jakieś resztki i krawędzie które trzeba pilnikiem zeszlifować .
Normalnie w tym miejscu był by koniec roboty, ale u mnie to był dopiero początek 😉

Kolejną rzeczą którą musiałem ogarnąć to wklejenie magazynka i kabłąka. Usunąłem więc klej na gorąco – wyszlifowałem wszędzie gdzie potrzeba i porobiłem dodatkowo wszędzie gdzie się da – wgłębienia dremelem żeby epoksyd trzymał się jak najlepiej. I cala operacja od nowa tyle że od dołu.

Po wyschnięciu efekt okazał się zadowalający – przede wszystkim kabłąk był wreszcie prosto ! Po skręceniu całości wszystko trzyma się jak powinno !

Wydawało by się, że to już koniec – jednak nie. Praktycznie miałem się zabierać do malowania jak zorientowałem się, że całe łoże od strony wewnętrznej – nie trzyma się kupy. McMillan-y robione są z kilku różnych materiałów. Warstwa zewnętrzna oraz miejsca gdzie osada styka się z bronią są z bardzo twardego i wytrzymałego tworzywa. Jest to jak gdyby skorupa zewnętrzna.  Miejsca takie jak wszelkie wypełnienia w środku i tam gdzie nie ma styku z bronią – tworzywo jest dość miękkie i niestabilne. Normalnie nie ma problemu bo te miejsca nie są narażone na uszkodzenia lub chronione przez warstwę zewnętrzną. Robią to w ten sposób chyba żeby zaoszczędzić na masie bo i  tak ich osady są dość ciężkie.  U mnie jak szlifowałem przed położeniem pierwszego „szkła” naruszyłem trochę tą miękką powierzchnię na wewnętrznej stronie łoża pod lufą.  Na używanie raczej nie miało by to wpływu bo osłonięte jest to lufą – na złożonym karabinie nawet by tego nie było widać. Jednak świadomość tej niedoróbki wisiałaby mi z tyłu głowy i nie dawała spokoju. No i tym sposobem doszliśmy do „szkła” nr trzy. Położenie tej warstwy było chyba najgorsze ze wszystkich z uwagi na sporą powierzchnię, na którą  potrzeba było dużo materiału. Do położenia tej warstwy użyłem wypełniacza który był w zestawie – jakiś biały proszek – który zwiększa objętość epoksydu. Całe szczęście, że to było w  zestawie bo te wszystkie moje warstwy sprawiły, że epoksydu ledwo starczyło, a wręcz było za mało. Samą warstwę udało się w miarę położyć jednak zostało sporo małych ubytków, na uzupełnienie których już materiału nie starczyło.

Po wyszlifowaniu powierzchni na „gładko” okazało się, że jest pokryta kraterami / ubytkami. Trzeba było coś z tym zrobić. Z braku materiału posiłkowałem się Poksipolem.  W sumie tworzywo dobre i łatwe w obróbce ale ma jedną wadę – cholernie szybko schnie. Tak, że każdy ubytek musiałem robić praktycznie oddzielnie. Za każdym razem jak wypełniałem krater musiałem rozrobić klej i szybko go nałożyć. Sprawiło to, że uzupełnianie ubytków zajęło mi aż dwa dni dłubania. Ale nic to – końcowy efekt w końcu uznałem za zadowalający. Poksipol oczywiście różnił się też kolorem  – ale i tak całość miała być malowana więc nie ma problemu.

 

BAKA:

Po pierwszym – testowym strzelaniu – zgodnie zresztą z przewidywaniami  – okazało się, że trzeba będzie pomyśleć nad jakąś baką. Bez tego nie dało się prawidłowo złożyć do strzału – co wyklucza jakiekolwiek precyzyjne strzelanie.  Najprostszym rozwiązaniem było by naklejenie kilku warstw karimaty taśmą, ale tu karabin miał też wyglądać – więc rozwiązanie zostało odrzucone. Miałem takie coś w mojej pierwszej M14-ce – tam to pasowało wizualnie – tu musiało być ładniej. Kolejnym pomysłem było dokupienie specjalnego pokrowca na kolbę z odpowiednim dystansem. Robią takie w różnych kamuflażach i konfiguracjach – więc można fajnie dobrać jakiś model . Postanowiłem jednak zaszaleć i dać bakę z prawdziwego zdarzenia. Pierwsza myśl, a zarazem rozwiązanie najprostsze – dorobić lub kupić gotową z Kydexu.  Rzecz doskonale mi znana bo koledze robiliśmy taką w jego SPS-ie. Postudiowałem jednak trochę zdjęcia M40A3, A5 oraz Mk13 i tam wszystkie baki są zrobione z aluminium i pokryte neoprenem – Bardzo mi się spodobały bo doskonale wizualnie pasowały do reszty. A że aluminium jest materiałem dość przyjemnym w obróbce – decyzja padła – dorabiam na wzór oryginalnej. Wcześniej jeszcze poszukałem czy da się dokupić oryginalną McMillan-a ale ceny oscylowały w granicach 160 – 200 $.  Tak więc robimy:

Pierwsze co to wykonałem na podstawie zdjęć  oryginałów – wzornik / szablon ze zwykłego papieru. Następny już szablon ze sztywnej tektury bo chciałem zobaczyć jak to będzie mniej więcej pracować  i wyglądać.

W między czasie zakupiłem materiał czyli blachę aluminiową. Wahałem się jaką grubość blachy dobrać i w końcu zdecydowałem się na 3 mm. Chodziło mi głownie o to żeby całość była odpowiednio sztywna. Jak blacha przyszła – okazało się, że „nie ma bata” – bez odpowiedniej prasy – sam tego nie wygnę. Odrzuciłem na razie robienie tego u „podwykonawcy”,  bo zawziąłem się żeby robić sam. Kupiłem więc kolejny arkusz blachy, tym razem 2 mm z nadzieją , że sobie poradzę. Miałem co prawda pewne wątpliwości czy zachowa to odpowiednią sztywność, ale stwierdziłem, że po wygięciu powstanie profil – który będzie odpowiednio sztywny.
W związku z tym, że jak bym wyciął bakę najpierw zgodnie z szablonem to potem graniczyło by z cudem odpowiednie – równe jej wygięcie, zacząłem od wyginania całego nie wyciętego arkusza blachy. Dodatkowy plus był taki, że większy arkusz dawał większą dźwignię przy zaginaniu. A to jak się okazało, nawet przy tylko 2 mm nie było takie łatwe jak by się mogło wydawać. Trzeba było bardzo uważać i pracować powoli. Podczas wyginania blacha miała tendencję do “wstawania” i zatracał się profil kolby. Jak widać na zdjęciach kolba służyła za kopyto. Grunt, że udało się to w końcu wygiąć jak trzeba i żeby pasowało do kolby idealnie.

Dopiero po wygięciu – odrysowałem mój szablon  dokładnie w tym miejscu w jakim miało być i wyciąłem wszystko dremelem.

Efekt po wycięciu był dla mnie naprawdę zadowalający. Kolejną przeszkodą okazały się śruby mocujące, a raczej jedna śruba. Po mimo tego że u mnie były już przygotowane dwa otwory zdecydowałem się na jedną śrubę bo w tym modelu osady czyli A2 – oryginalnie tak to było robione. Przez to pozostało kilka rzeczy do rozwiązania żeby działało jak trzeba ale po kolei – śruba. Jako że wszystko musiało dla mnie współgrać idealnie – że w Polsce odpowiednio wyglądającej śruby nie znalazłem  – pozostało dorobienie na zamówienie albo – co ja zrobiłem – kupienie za granicą. Jako że same takie śruby ciężko dostać – kupiłem całą bakę z kydex-u w USA  z dwiema śrubami w komplecie. Wyszedłem z założenia – że samą bakę sprzedam potem (oczywiście już bez śrub) tak , ze i tak nie wyjdzie to za drogo.  Faktem jest, że jak przyszła paczka z USA – śruba okazała się idealna. Wcześniej kupiłem zwykłe śruby z motylkami żeby wykończyć bakę.  Po wycięciu otworów na śrubę okazało się że wszystko pasuje idealnie – Ufff.

Teraz krótko o problemach mocowania na jedną śrubę.  W oryginalnym „jednośrubowym” rozwiązaniu McMillan-a – nie jest tak, że śruba po prostu ściska bakę – niestety to nie wystarczy bo docisk śruby jest za mały i baka się wygina do przodu i do tyłu przy złożeniu się do strzału. Dlatego zastosowano tam płaskownik – który wchodzi w wycięcie na górze kolby – śruba wchodząca z boku – blokuje bakę w żądanej pozycji. Jak dla mnie, znaczy dla moich umiejętności  oraz dostępnego warsztatu i narzędzi  – nie do zrobienia. Ponadto trzeba by też ingerować mocno w samą osadę – zrobić wycięcie w kolbie na ten mechanizm.

Polak potrafi, tak więc poradziłem sobie inaczej.  Użyłem zwykłej samoprzylepnej taśmy piankowej (uszczelka do okien).  Wykleiłem cienkimi paskami i małymi kwadracikami bakę od środka. Pianka sprawia, że po dociśnięciu zacina się z kolbą i baka się nie rusza. Dodatkowo – zamiast połatać drugi (mi nie potrzebny) otwór – załatałem go silikonem zostawiając delikatnie wystający naddatek – też to pomaga przy trzymaniu baki. Próbowałem na siłę ją przekręcić – jak jest dobrze dokręcona to siedzi jak trzeba.
Po dojściu docelowej śruby i spasowaniu baki z kolbą – okleiłem całość cienką pianką. W oryginale był zastosowany neopren. Kupiłem zarówno neopren jak i piankę, okleiłem jednak pianką bo jest przyjemniejsza, a od neoprenu praktycznie nie do odróżnienia  – jak się nie sprawdzi to się da neopren. Miałem to kleić na butapren ale koniec końców użyłem kleju DISTAL. Jeszcze tylko pomalowałem zwykła farbą w sprayu bakę od środka żeby „amelinium” nie przebłyskiwało i …
…jestem z siebie zadowolony 🙂

 

MALOWANIE:

Co ja się z tym malowaniem miałem to tylko ja wiem. Nie będę tu opisywał szczegółów mojej czterodniowej walki – założę oddzielny temat na FORUM gdzie postaram się oddać grozę i komizm moich zmagań. Od samego początku wiedziałem, że osadę trzeba będzie przemalować. To znaczy – oryginalny kolor by mi odpowiadał, niestety usunięcie krylonu wiązało by się najpewniej z uszkodzeniem oryginalnej warstwy. Zresztą potem się okazało, że nie była ona już w najlepszym stanie (pewnie dlatego ktoś ją zamalował). Najprościej byłoby trysnąć krylonem, jak nie na jeden kolor to zrobić jakiś bojowy kamuflaż. Jednak zdecydowałem, że musi być to coś żeby wyglądało jak fabryczne. Poza tym prawda jest taka, że żaden super bojowy kamuflaż mi nie potrzebny bo walczyć tym sprzętem nie będę !! Z tego samego powodu zostawiłem sam karabin czarny ! Myślę, ze pomimo braku super-duper kamuflażu „taktyczno-bojowego” i tak „coolfactor-a” mu nie brakuje.
Jako że mam słabość do kamuflażu Woodland (jeszcze ze starych czasów) i dodatkowo M40A1 był wybarwiony też mniej więcej jak ten kamuflaż – decyzja zapadła. Od wspomnianego już wcześniej kolegi dostałem też kiedyś dwa zestawy farb firmy DURACOAT.  Jeden zestaw to jakiś kamuflaż rosyjski a drugi to właśnie Woodland. Nic prostszego – jedziemy. Jak już pisałem jednak „łatwo nie było” i trwało to cztery dni męki – w końcu powstała wariacja na temat Woodlanda.  Raz że nie miałem oryginalnych szablonów, dwa że W M40A1 też jest tylko wariacja, a nie przepisowy Woodland.  Efekt jaki wyszedł – mnie całkowicie zadowala ! jest tak „jak to sobie wymarzyłem”.

Zostawiłem sobie specjalnie pod szyną gdzie mocuje się pas próbkę oryginalnego koloru – niech będzie dla potomnych – poza tym lubię takie smaczki.

Plan był taki że pomaluję na czarno kabłąk i szynę do mocowania ale zostawiłem to w oryginalnym kolorze –nie gryzie się to nie będę tego paćkał. Jak by co to zawsze mogę trysnąć w 5 minut. Farbę z tych elementów oraz ze stopki udało się zmyć w zmywarce do naczyń 😉 Polecam tą metodę bo jest bezinwazyjna i nie pozostawia żadnych rys czy innych śladów. Jedyne co to trzeba uważać bo istnieje możliwość, że jak oryginalne malowanie które chcemy zachować jest kiepskiej jakości – to też zejdzie. W moim przypadku wystarczyły trzy krótkie programy.  Cała osadę – jak się tylko dało żeby nie zaokrąglić krawędzi – wyczyściłem  i delikatnie zmatowiłem metalowym zmywakiem do naczyń.  Odtłuszczałem całość acetonem z zestawu DURACOAT.  Ten środek pomógł też rozpuścić jeszcze trochę krylon.

 

Jak wygląda karabin po skończeniu – każdy widzi – mi się podoba! Zamontowałem na nim dwójnóg Harrisa S-BR i pas który kupiłem razem z osadą. Na tą chwilę optyka to wciąż pożyczony stary LEUPOLD – na spokojnie poluje sobie na jakąś fajną lupkę w odpowiadającej mi cenie.

Jako że lufa 20 cali na taki karabin – wygląda powiedzmy „średnio” to postanowiłem wydłużyć ją optycznie. Opcjonalnie mam atrapę tłumika (wizualnie może i za mały niż powinien być do tego kalibru – ale wygląda nie najgorzej) albo urządzenie wylotowe surefire (w tej chwili kopia ale docelowo szukam oryginału w dobrej cenie – wcześniej czy później się trafi ! )

Dodatkowo doszła jeszcze „przyjemność tworzenia” co dodatkowo jeszcze podnosi dla mnie jego wartość. A wszystko wyniosło mnie zaskakująco tanio !

Kosztorys:

Karabin kosztował mnie – 3250 PLN

Promesa – 17 PLN

Osada McMillan (Pas oraz jeden bączek w kosztach)– 150 PLN

Drugi „bączek” UNCLE MIKE – około 11 $ =   około 40 PLN

Baka z kydexu (w celu pozyskania śruby) – 17 $ = około 60 PLN

Dwójnóg – zdjąłem z innego mojego karabinu – na raz nie będę raczej ich używał – więc kupować kolejnego nie ma sensu, także kosztów nie liczę.

Blacha aluminiowa – 14 PLN

Pianka do oklejenia baki –  2 PLN
Kopia urządzenia wylotowego surefire – 35 $ = około 130 PLN

Materiały eksploatacyjne takie jak: tarcze do dremela, papier ścierny, zmywak stalowy itd. – nie przekroczyły  100 PLN (taka cenę choć z zapasem przyjmuję)

Całość  wyszła poniżej 3800 PLN – Jak na taki karabin to prawie darmo !!! Oczywiście dojdzie jeszcze koszt zakupu optyki – ale to już oddzielna historia.

Od tego odejdą jeszcze pieniążki jak sprzedam niepotrzebne mi – oryginalną osadę i bakę z kydexu 🙂

Oczywiście gdyby nie szczęście i pomoc dobrych ludzi koszty były by znacznie większe. Jednak i tak w porównaniu do innych sporo droższych firm cena by była zaje…fajna. Tutaj uwaga – przy moim strzelaniu karabin jest całkowicie wystarczający – jak tylko ja czegoś nie spierdziele to strzela tam gdzie trzeba. Nawet jak bym miał SAKO czy jeszcze droższy sprzęt to i tak lepiej bym z nich nie strzelał !

Karabin strzela jak marzenie. Chociaż do tej pory strzelałem tylko  na 100 m na sprawdzenie celności  i do 400 m do gongów – ale jest naprawdę OK!
Muszę popróbować jeszcze jakiejś innej, tańszej amunicji  która będzie „dobrze latać” – bo inaczej ta LAPUA mnie zrujnuje 🙂  Wszyscy znajomi chwalą sobie teraz GGG w tym kalibrze – nie ukrywam, że liczę że mojemu maleństwu też to posmakuje bo jest o niebo tańsza! Czekam teraz na jakieś wewnętrzne zawody w którejś „firmie”, z którą współpracuję żeby sprawdzić karabin na różne dystanse i na “pseudo bojowo”. Zobaczymy co to warte 🙂 Do całości mam jeszcze pokrowiec firmy BLACKHAWK oczywiście w kamuflażu – woodland.

 

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim bez których wykonanie tego projektu było by niemożliwe:

Sklepowi Knieja z Krakowa za sprowadzenie karabinu !

Wieśkowi za sprezentowanie zestawu do osadzania i malowania !

Piotrkowi za pożyczkę celownika !

Łysemu za pomoc w pozyskaniu części !

Leszkowi za podsunięcie polskiego określenia na Recoil Lug – sam bym nigdy do tego nie doszedł !

Wszystkim znajomym,  którzy mi kibicowali i udzielali swoich porad !

 

Będę wdzięczny za wszelkie uwagi – Jak zwykle komentować można na FORUM

 

 

 

 

 

 

Może Ci się również spodoba